Strony

sobota, 25 kwietnia 2026

Recenzja Zaleca się kolejnego kota - Sho Ishida

 

Zaleca się kolejnego kota to japoński bestseller. Jego głównym wątkiem jest nietypowa poradnia psychologiczna Kokoro, w której w ramach terapii zapisuje się koty. Ekscentryczny lekarz uważa, że ten czworonóg jest lekiem dobrym na wszystko. A pacjenci zmagają się z najróżniejszymi problemami. 

Dwudziestoletnia Moe przeżywa trudny czas niepokojąc się, że je chłopak chce z nią zerwać. Tatsua, który niedawno owdowiał, zamyka się w sobie, co martwi jego córkę, obawiającą się, że zmieni się on w hikikomori. Studentka Reona jest zazdrosna o swojego brata, który jest faworyzowany przez ich matkę. Tomoya jest pracownikiem schroniska, a również posiadaczem chorego kota.

"Zaleca się kolejnego kota" to chwytająca za serce książka. Losy każdej z postaci są unikalne i zajmujące. Szczególnie poruszyła mnie historia Tomoyi oraz jego pupila, Nike, który budził się jedynie, gdy jego opiekun był w pracy, a gdy ten wracał do domu, zapadał w stan podobny do śpiączki. To nie mogło trwać wiecznie - Tomoya musiał pogodzić się z faktem, że w niedalekim okresie czasu jego kot odejdzie. Smutno mi się zrobiło na myśl, że sama pewnego dnia będę musiała poradzić sobie z odejściem mojej kotki. Dodatkowo zainteresował mnie wątek schroniska, w którym pracował bohater. Intrygowały mnie szczegóły działalności ośrodka, a zwłaszcza system adopcji jego mieszkańców. Brzmiało to wszystko bardzo profesjonalnie. Zupełnie inaczej niż w niektórych polskich schroniskach.

Sama jestem ogromną fanką kotów, więc mogę potwierdzić ich leczniczy wpływ. Poza tym azjatyckie comfort books nie mają sobie równych. Dlatego polecam powieść każdemu, nie tylko miłośnikom tych stworzeń. 

Ocena: 4/5

35 komentarzy:

  1. Piękna książka, czytałam ją i zamierzam też przeczytać kolejną część. Potwierdzam to, że koty mają leczniczy wpływ 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi jak idealna lektura dla każdego kociarza. Bardzo przekonuje mnie to, co napisałaś o leczniczym wpływie kotów i azjatyckich comfort books, więc chętnie dopiszę ten tytuł do swojej listy. Piękna i poruszająca recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Azjatyckie comfort books są naprawdę świetne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam o tej książce i mam ją na uwadze, myślę, że mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten kot na okładce i Twoja recenzja mnie zachęcają :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mignęła mi w Empiku ta książka i już sam tytuł zachęca bardzo:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa książka i ten kotek na okładce

    OdpowiedzUsuń
  8. I to jest książka dla mnie! Przeczytam z przyjemnością:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem ogromną miłośniczką kotów, więc ta propozycja byłaby dobra i dla mnie 😊. Życzę dobrej niedzieli😊

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałem chyba rok temu.
    Pierwsze 3 opowiadania bardzo mi się podobały.
    Potem sytuacje wydawały mi się jakieś obce.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czeka na przeczytanie. Ale najpierw chcę zacząć od pierwszego tomu "Zaleca się kota" :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozdrawiam Cię jako fanka kotów. :) A kocie stopy pachną najpiękniej na świecie. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O nie nie, mój Gałgan mi w zupełności wystarcza.😄😆

    OdpowiedzUsuń
  14. This fits squarely into the modern “comfort fiction” wave in Japanese literature, where emotional recovery is treated as a process rather than a sudden fix, and animals are used as a quiet mirror for human grief. The way each storyline circles loneliness and attachment, especially the terminal illness angle with the cat, gives it weight beyond its gentle premise, even if the clinic setup leans a bit symbolic rather than realistic.

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubię azjatyckie comfort booki. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję za recenzję.
    Czytałam pierwszą część. Koty okazały się doskonałymi terapeutami. Już sama ich obecność skłaniała do refleksji i zmian.
    Zrobię małą przerwę i pożyczę część drugą, bo mamy ją w bibliotece.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. O piękna książka! Chętnie poznam. A mam możliwość bo jest akurat na platformie audiobookowej z której korzystam, to chętnie poznam tą historię.
    Gorące uściski i udanego tygodnia 😘

    OdpowiedzUsuń
  18. Chyba wszystkie zwierzęta tak leczniczo działają ♥ Miłego dnia!
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam całą tę serię w swoich czytelniczych planach :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam sześć takich ogonków ;) Akurat ostatnio byłam chora, to prawie cała ferajna się na mnie wylegiwała ;) Książkę mam w planach oczywiście :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam tę i inne książki autorki na liście do przeczytania, ale jeszcze nie miałam okazji ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zaciekawiłaś mnie recenzją i chętnie przeczytam książkę:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Witaj majówkowo
    Kolejna ciekawa recenzja. Dziękuję za polecajkę
    A TVP wybrała nie ten mecz co trzeba do transmisji...
    Pozdrawiam życząc chwili odpoczynku 

    OdpowiedzUsuń
  24. Ach! Kocham koty z całą pewnością mogę potwierdzić że mają leczniczy wpływ. Już od wielu wielu lat leczę się ich miłością ❤️ książka zapowiada się naprawdę świetnie. Chętnie skuszę się na taką bardzo udaną lekturę b🥰

    OdpowiedzUsuń
  25. Czytałam! Chociaż wolę serię "Zanim wystygnie kawa". Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  26. O tym, że koty mają leczniczy wpływ, słyszałam już dawno.
    Interesujące są te historie o kotach.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Aż mam ochotę przygarnąć kolejnego kota ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Obie książki z serii są przede mną. Ale mam już zapisane na pulpicie na platformie audiobookowej z której korzystam. I już się nie mogę doczekać.
    Udanego maja 😘

    OdpowiedzUsuń
  29. Jaki sympatyczny opis książki (czytałam z uśmiechem na twarzy), podejrzewam, że sama powieść też jest właśnie taka.
    Wielbiciele kotów są mi zawsze bliscy, więc cieszę się, że i Ty do nich należysz. A książkowego lekarza już lubię :) Nie wiem, co prawda, czy kot jest faktycznie dobry na wszystko (na wydrenowanie portfela na pewno, haha), ale kręcą się tu moje koty, więc zrobię dobrą minę i zgodzę się z tym stwierdzeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no tak, w obecności kotów trzeba być uważnym. Moja Miałpka na przykład potrafi mnie z pazura potraktować, gdy np. leży obok mnie a nie chcę ją miziać :)

      Usuń
    2. O tak, moje dwa głuptasy pobiły się dzisiaj rano, a ja dostałam rykoszetem (to znaczy pazurem), aż polała się krew, bo pech chciał, że kocia walka miała miejsce blisko moich nóg. Nie zna życia ten, kto nigdy nie zaznał kociego pazura! (u mnie te walki zawsze nakręca kotka, bo – jak na humorzastą babę przystało – ma swoje muchy w nosie i za całe zło na świecie wyładowuje się na kocurze)

      Usuń